weź się w garść...
piątek, 20 maja 2011Przeczytałam pouczający artykuł o depresji pod maskującym tytułem "weź się w garść", dobry, pouczający...to tak jakby przyznawać się przed samym sobą do własnych słabości, do różnych twarzy w zależności od sytuacji życiowej w jakiej się znajdujemy, a przecież Jan Paweł II, którego przez tyle lat Jego pontyfikatu oglądałam, zawsze miał twarz człowieka, którego nazywałam człowieka z krainy łagodności, dzisiaj kiedy ksiądz Marek kończył odmawiać koronkę i szedł później spowiadać, widziałam, że On ma twarz z nieustającym uśmiechem, zastanawiałam się jak można tak zawsze się uśmiechać, nawet wtedy kiedy przed beatyfikacją w lubelskiej teleweizji miał wywiad, ten Jego uśmiech, cień uśmiechu jest po prostu niesamowity, naturalny, pogodny chociaż w dniu dzisiejszym widziałam leciutką poświatę powagi lub smutku...pomyślałam sobie widząc Martę w niezłym samochodzie, że ona ma liczną rodzinę i na pewno mimo tragedii, która kiedyś przeżyła, związanej ze śmiercią męża, nie odczuwa takich stanów dołujących, tam gdzie dzieje się życie w rodzinie, nie ma czasu na depresję, na smutki...nie ma czasu na skupianiu sie na sobie, jest się potrzebnym innym, a to daje poczucie wartości, więzi...
Odmówiłam spotkanie z Koziorożcem, a tak bardzo liczyłam na znajomośc, która da mi świadomość istnienia w przyjaźni z innym człowiekiem, patrząc na niego czułam się jakbym miała tyle lat co on, a on więcej ode mnie, dlaczego wygląda na zaniedbanego, czy dlatego, że nie ma już żony od dwóch lat, że nie ma kto o niego zadbać, podpowiedzieć mu co ma zrobić aby był postrzegany jako ktoś kto o siebie dba? A czy taka potrzeba dbałości nie powinna wychodzi od człowieka do siebie samego, zrobić coś koło siebie, abym czuł się lepiej? Trochę sie przestraszyłam tego zaplanowanego na jutro spotkania, może za szybko je zaproponowalam? Wymówiłam się sprawami rodzinnymi...














KOMENTARZE
heche
zostaw komentarz22 maja 2011, 00:55 interesujące spostrzeżenia...