Zeszyty z Taizé: Zwrócenie się do Jezusa

środa, 11 stycznia 2012 Zeszyty z Taizé: Zwrócenie się do Jezusa

Wiele razy podkreślano – i nie bez racji zresztą – że według Nowego Testamentu wiara nie polega przede wszystkim na przyjęciu prawd trudnych i niepojętych. Wiara nie jest też ową niezłomną wiernością, której w czasach Jezusa wciąż jeszcze dochowywały niektóre środowiska żydowskie – mimo iż Bóg tak bardzo opóźniał spełnienie swych obietnic.

Można by rzec, że w Nowym Testamencie wiara przybiera przede wszystkim formę impulsu, poruszenia: decyzji, by „przyjść do Jezusa”. Być może powinniśmy wręcz powiedzieć, że jest ona nie tyle „drogą do”, ile najbardziej fundamentalnym z pragnień: „Jeśli kto jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije!” (J 7,37). Tak, w swej Ewangelii Święty Jan zestawia z sobą dwie kwestie: kwestię przyjścia do Jezusa i kwestię wiary w Niego (zob. 6,35). Jednocześnie zaś wie, że „przyjść do Jezusa” mogą tylko ci, których pociągnął ku Niemu Ojciec (6,44).

Wiara zatem nie odnosi się w pierwszej kolejności do jakichś prawd czy też obietnic dotyczących przyszłości. Nie jest też światłem objawiającym istnienie transcendentnego Boga. Wiara zaczyna się wraz ze „zwróceniem się ku” Jezusowi. A ów „zwrot” jest powodowany pragnieniem. Bóg, który jest w ukryciu, już pociągnął nasze serca ku Chrystusowi. Wraz z Wcieleniem, wraz z nadejściem Jezusa w ludzkiej postaci wiara przyjmuje formę niezwykle prostą: samo pragnienie zawiera w sobie zaczyn wiary; samo poruszenie oznacza początek drogi.

Kilka fragmentów Czwartej Ewangelii pokazuje nam taką właśnie drogę. Rozdział dziewiąty opowiada o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Na początku bohater opowieści wie jedynie, że uzdrowił go „Człowiek zwany Jezusem” (9,11). Nieco dalej stwierdza, że Jezus „jest prorokiem” (9,17). Stając oko w oko z niedowiarstwem żydów, czyni kolejny krok: uznaje Jezusa za męża Bożego, jest bowiem świadom, że gdyby Jezus „nie był od Boga, nie mógłby nic czynić” (por. 9,31.33). I w końcu, kiedy ponownie spotyka Jezusa i rozpoznaje w Nim Syna Człowieczego, oddaje Mu pokłon, mówiąc „Wierzę” (9,35-38). Jakąż przebył drogę! Od kilku niejasnych pojęć, przez spotkanie z tajemnicą, aż po gest uwielbienia. Ten, który był niewidomy od urodzenia, został pochwycony przez wiarę – tak, że sam fakt odzyskania wzroku traci w tym momencie znaczenie. Światło zamieszkało w jego wnętrzu – i to mu wystarczy.

W rozdziale dwudziestym także znajdujemy świadectwo różnych [ludzkich] dróg. Piotr i Jan, którzy biegną do grobu, znajdują tylko leżące płótna. O umiłowanym uczniu Jezusa Ewangelia mówi jedynie: „Ujrzał i uwierzył” (20,8). Nie wiadomo, co jest przedmiotem jego wiary. Czy [uczeń] doznał widzenia? Marii z Magdali dane jest ujrzeć Zmartwychwstałego. Rozpoznaje Chrystusa, gdy Ten zwraca się do niej po imieniu (20,16). Tego samego dnia wieczorem Jezus ukazuje się apostołom, pokazując im stygmaty swej Męki. Tchnie w nich Ducha, tchnie w nich własne życie, by umocnić w nich wiarę (20,20.22).

Zwieńczeniem rozdziału 20. jest epizod z Tomaszem: on jeden nie może uwierzyć. Jest wstrząśnięty: po pierwsze dlatego, że na własne oczy ogląda Stygmaty. Po wtóre – a może nawet bardziej dlatego – że zdaje sobie sprawę, że Jezus czyta w jego sercu. I kiedy Tomasz mówi wreszcie: „Pan mój i Bóg mój!”, jego słowa stają się słowami adoracji i uwielbienia (20,27-28).

W przytoczonych wyżej fragmentach Ewangelii każdy może znaleźć coś dla siebie. Moim zdaniem najbardziej fascynujący jest fakt, że wyruszający w drogę nie ma praktycznie nic. Jednak podczas wędrówki Chrystus jest przy nim cały czas – o wiele bardziej, niż sam poszukujący mógłby przypuszczać. Powyższe stwierdzenie odnosi się także do nas samych: wyruszając w drogę nie mieliśmy prawie nic i dopiero w miarę podążania zdaliśmy sobie sprawę, że Ten, do którego zmierzamy, już nas zna i na nas czeka. To On pierwszy pociągnął nas ku sobie. Wiara nie jest czymś, co można zważyć i zmierzyć, bowiem jej istotą nie jest jedynie „droga do…”. Wiara sama w sobie już jest obecnością Chrystusa, do którego podążamy.

 

Fragment rozważania brata Françoisa z Taizé, nigdy dotąd niepublikowanego w języku polskim, zaczerpnięty z publikacji "Wierzę, pomóż mi w moim niedowiarstwie", wydanej jako pierwszy numer serii "Zeszyty z Taizé" nakładem wydawnictwa Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha z Poznania.


Pierwszy zeszyt z rozważaniami pisanymi przez braci ze wspólnoty z Taizé wprowadza w podstawy chrześcijańskiego pojmowania wiary. Jak rozumieć fakt, że w jednym miejscu Biblia mówi o "wierze pełnej" (Hbr 10,22), a więc o wierze w pełni świadomej, a w innym o "wierze jak ziarenko gorczycy" (Łk 17,6) - podobnej do najmniejszego z ziaren? Jak odnaleźć związek między tymi dwoma sformułowaniami? Jak wreszcie przełożyć każde z nich na konkret naszego codziennego życia?

Nic nie wpłynęło w stopniu równie głębokim na nasze decyzje, nic w równym stopniu nie zapewniło naszym życiu ciągłości, jak właśnie owo ziarno wiary, które znaczy niemal tyle, co nic. Bez  wahania możemy przyznać, że w naszym życiu wiara jest wszystkim. Lecz jednocześnie równie śmiało możemy uznać, że znaczy ona niemal tyle, co nic. Nie sposób wykazać, czym jest wiara sama w sobie. Nie mam jej. Nie jest w moim posiadaniu.

"Zeszyty z Taizé" pragną otworzyć drogę do źródeł wiary. Dają nam wgląd w zagadnienia, które są istotne dla dzisiejszych chrześcijan. Inspiracją dla tej serii sa spotkania i rozmowy z młodymi ludźmi, ktorzy od lat przybywają do Taizé.

KOMENTARZE

Brak komentarzy

zostaw komentarz

SPONSORZY:

Poczta Polska Bank Pocztowy

PARTNERZY MEDIALNI:

Radio Plus Przewodnik Katolicki Areopag XXI

PARTNERZY:

Rycerze Kolumba Caritas Sanktuarium Bożego Miłosierdzia Ruch Światło-Życie Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży PSPO
NCK NCK
Copyright Franciszkanska3.pl | Hosting zapewnia Onet.pl