franciszkanska3.pl

Swoboda w ramach kontaktu, czyli o wychowaniu nastolatka

niedziela, 27 listopada 2011 Swoboda w ramach kontaktu, czyli o wychowaniu nastolatka

Dziś chciałbym napisać o wychowaniu nastolatka. Zainspirowała mnie migawka pokazana wczoraj w wiadomościach jednej ze stacji telewizyjnych: otóż na długiej przerwie w jednym z gimnazjów w Polkowicach w małym mieście na Dolnym Śląsku duża grupa uczniów tańczy tańce synchroniczne – świetnie się przy tym bawiąc. Po takich tańcach na lekcjach uczniowie podobno bardziej uważają i są chętni do nauki. I wszyscy są zadowoleni – od dyrekcji przez kadrę pedagogiczną po samą modzież. Należy dodać, że zanim młodzi zaczynają tańczyć, czytają fragment Ewangelii z dnia – a spiritus movens całej akcji jest ksiądz katecheta oraz dwie utalentowane tanecznie uczennice. Grupa tańczących stale rośnie, a cała sprawa pokazuje, że na młodzieńczy entuzjazm, zapał i energię można znaleźć świetne rozwiązania.

Jeżeli mówimy o wychowaniu nastolatka, to ważne jest odpowiednie podejście. Bo zbyt łatwo – jak się wydaje – ulegamy jako rodzice stereotypom "trudnego wieku". Taka uległość owocuje przekonaniami typu: "ten okropny nastolatek" i konkretnymi postawami, które w zestawieniu z młodzieńczym buntem sprawiają, że w domu robi się czasem małe pole bitwy...

A może by tak inaczej? Żeby tak było - trzeba zmienić optykę. I spojrzeć nieco inaczej. Bo nasza "pociecha" nie jest już małym dzieckiem, które ufnie i z wiarą przyjmie wszystko, co rodzice mu podadzą. Nie będzie też posłusznie wykonywała rodzicielskich poleceń. Okres młodzieńczy jest bowiem okresem zmian. Nie tylko tych fizycznych, ale również – a może przede wszystkim – zmian w sposobie myślenia i postrzegania świata. Wszystko rośnie, wszystko staje się inne, burze hormonalne, wahania nastrojów. Wszystko jest nie takie jak trzeba. Za małe, za duże, złe. Cały świat wali im się na głowę. I do tego ten trądzik... i ci okropni dorośli! Trzeba dodać, że zmienia się też podejście do rodziców.

Rodzic też przeżywa dylematy. Wiem po sobie. Bywają sytuacje, że gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie – czy coś zrobiłem źle? Czy może popełniłem błąd wychowawczy? Coś może trzeba było inaczej? A bywa też, że pojawia się oskarżenie: "nie wychowałem dziecka!" U mnie działo się tak dopóty, dopóki nie zrozumiałem pewnych praw rządzących młodością. I powiem szczerze – przy każdym kolejnym dziecku (a mam ich pięcioro) byłem bardziej spokojny, a do nastoletnich buntów podchodziłem jak do czegoś normalnego – ot: życiowy proces, który każdy musi przejść. Każdy etap życia ma swoje bolączki, ale nie przez pryzmat bolączek należy na życie patrzeć! Jest to bowiem czas piękny, kiedy młody człowiek kształtuje swoje poglądy na świat i na życie, jest twórczy, radosny i otwarty. Ma w sobie taką ciekawość wewnętrzną.

Przyznaję jednak, że dla taty jest to czas niełatwy. Bo niejako spada on z pewnego piedestału – z kogoś, kto "wszystko wie" i "na wszystkim się zna", staje się kimś, kto "nie ma o niczym pojęcia". Rodzice nie są już pierwszorzędnymi autorytetami, czasem więcej do powiedzenia mają rówieśnicy. Kontakty z dzieckiem są krótsze, mniej intensywne, daje się wyczuć jakiś dystans. A to, czego wcześniej dziecko się nauczyło, co usłyszało, jest często poddawane próbie. Nastolatek bowiem pyta bardzo "dlaczego?" - żąda uzasadnień, sprawdza. I jeśli mówiłem, że podstawowym sposobem przekazywania dziecku wartości jest po prostu życie (vide felieton: Obraz i podobieństwo) to teraz przychodzi okres głębokich uzasadnień. Dla rodzica wierzącego jest to czas "uzasadnienia tej nadziei, która w was jest" (1P,15). Tego czasu nie można zmarnować! Na tym etapie może dojść do bardzo głębokich rozmów o wierze, o Bogu, o dawaniu świadectwa. Dziecko bowiem samo stara się odpowiedzieć na fundamentalne pytania. Jednocześnie uważnie obserwuje. Warto te poszukiwania potraktować bardzo poważnie. I podjąć życzliwą rozmowę.

Jakieś recepty? Na "nowe" i "inne", które przychodzi w życiu nastolatka, trzeba też nowego i innego podejścia. Żeby nie rozpisywać się zbytnio i nie tworzyć porad w stylu amerykańskich poradników, posłużę się metaforą. Wynotowałem sobie kiedyś tekst ojca Piotra Rostworowskiego, który tak pisał o kontakcie człowieka z Bogiem: “Człowiek powinien być jak trolejbus. Tramwaj jedzie tylko po szynach i nie ma żadnej swobody. Samochód ma całkowitą swobodę, a trolejbus ma swobodę w ramach kontaktu. Nie może tracić kontaktu, bo traci całą swoją energię i światło w nim gaśnie i się zatrzymuje". Myślę, że ten obrazowy tekst można odnieść również do relacji ojciec-dziecko w okresie dojrzewania. Swoboda w ramach kontaktu. To jest podejście taty do dojrzewającego nastolatka. Widzieć przemiany i życzliwie je przyjmować. Być blisko. Wbrew pozorom dla dzieci w tym wieku ważne jest robienie czegoś razem. Rozmowy, wyjazdy, wspólne inicjatywy. Ważne jednak, by to "razem" nie było narzucone z góry, a wspólnie wypracowane. Nie tyle nakaz co propozycja. Młodzi to uszanują. Zaproponowałem ostatnio mojemu piętnastoletniemu synowi wspólny wypad na koncert jednego z lepszych polskich zespołów rockowych. Z radością się zgodził i już dziś cieszymy się na ten wspólny wypad. Mamy też parę takich stałych aktywności – jest sportowcem, więc kiedy mogę jeżdżę z nim na zawody jako kibic, mamy swój ulubiony serial, który raz w tygodniu wspólnie oglądamy. Przyglądam się jego pasjom i interesują mnie jego zainteresowania. Ale nie ingeruję. Swoboda w ramach kontaktu. Czasem, gdy chcę mu powiedzieć coś ważnego, widzę, że nie słucha albo nie chce, nie przyjmuje. Ale innym razem sam przyjdzie zapytać. I te momenty są bardzo ważne. Bo czasami dotykamy wtedy spraw fundamentalnych.

Warto znaleźć nowy sposób odniesienia do nastolatka – nowy styl bycia ojcem, bo przecież strategie "dziecięce" już nie działają. Jeśli jakieś priorytety to stałość i autentyczność. Zadaniem ojca jest dbać o dom – we wszystkich jego wymiarach. Spokojną przystań i bezpieczne miejsce, w którym nasze dzieci wejdą w dorosłe i dojrzałe życie. Ze świadomością tego, że po burzy przychodzi spokój. A nade wszystko ważny jest wyraźny sygnał dany dziecku w tym niełatwym okresie: cokolwiek robisz i przeżywasz – jesteś przeze mnie / przez nas kochane.

 

Mariusz "Dudi" Tyczyński/Fra3.pl

Jestem tatą, to moja kariera... Obecność
Jestem tatą, to moja kariera... Po co jesteś, tato?
Jestem tatą, to moja kariera... Obraz i podobieństwo

KOMENTARZE

Brak komentarzy

zostaw komentarz
Archidiecezja Krakowska Archidiecezja Krakowska

POLECANE

Pełzająca wojna. Quo vadis Ukraino?
Górka wolności. Zaślubować od alkoholu
Jan Paweł II. 100 najważniejszych wskazań dla świata
Kościół Franciszek Świat
Codzienne inspiracje Biblijne