Pokój serca

środa, 28 grudnia 2011 Pokój serca

To był zimny, listopadowy dzień. Prosto z pracy pojechała do hipermarketu. Nie lubiła robić tam zakupów, ale miała blisko i ceny przyzwoite, a w jej sytuacji miało to niebagatelne znaczenie. Od czasu, gdy Marek zachorował, całe jej życie przewróciło się do góry nogami. Przedtem miała niemal wszystko; kochający, przystojny i zaradny mąż, dwoje pięknych, zdrowych dzieci, solidne zabezpieczenie finansowe i wielu przyjaciół. Wystarczyła jedna chwila, kilka ułamków sekund... Od czasu wypadku – już prawie rok – Marek leży w domu sparaliżowany. Dochody znacznie się zmniejszyły, rezerwy finansowe stopniały, przyjaciele odeszli, dorastające dzieci sprawiają coraz więcej kłopotów. A ona? Cóż, na początku był bunt, rozpacz, potem wściekłość na cały świat, na Boga, na los, na Marka i samą siebie. Płakała, nie mogła spać, zdawało się jej, że nie podoła i że została skazana na bezsensowne i bezwartościowe życie. W końcu zabrakło jej sił na bunt i złość. Patrzyła na wszystko tak, jakby stała obok spraw, zdarzeń i siebie samej, i z boku, z wielkim dystansem przyglądała się temu, co się wokół niej działo.

Tak było tamtego listopadowego dnia. Weszła zamyślona do hipermarketu. Hałas wdarł się w nią z ogromną siłą, poczuła się zaatakowana i osaczona. Nie była w stanie się ruszyć. Usiadła na ławce i przez dłuższą chwilę przypatrywała się ludziom robiącym zakupy. Wielkie, świąteczne zakupy. Z głośników płynęły kolędy, zewsząd migotały choinkowe światełka i ozdoby. Przez myśl zaczęły jej przepływać obrazy ubiegłorocznych świąt, i poprzednich i jeszcze poprzednich. Biegała, kupowała, organizowała przyjęcia i spotkania. Zawsze też szli z Markiem i z dziećmi na pasterkę, ale to był najbardziej nudny element świąt. Nie, żeby była niewierząca. Nie! Tylko im bardziej chciała ucieszyć się narodzeniem Jezusa, naprawdę przeżyć spotkanie z Bogiem, tym większą czuła pustkę i zmęczenie w sobie.

Tamtego dnia wybiegła z hipermarketu bez zakupów. Wróciła do domu, usiadła przy Marku i zaczęli rozmawiać: o swoich pragnieniach, dzieciach, domu, o miłości i sensie życia, o Bogu i o tym, jak mają żyć z tym, co się przydarzyło. Potem już rozmawiali codziennie. Żadne z nich nie pamięta, kiedy zaczęli się wspólnie modlić. Krótko przed świętami zadzwonił do nich Krzysiek, kolega z klasy Marka, który jest księdzem. Odwiedził Marka i zaproponował im, że w wigilię odprawi u nich w domu Mszę świętą. Dzieci zrobiły żłóbek, ona przygotowała stół, który na czas Mszy św. stał się ołtarzem. Nie zapraszali gości. Był ksiądz Krzysztof i oni. I była wielka cisza, modlitwa… I Bóg się narodził – w niej i w całej rodzinie. Już nie czuła pustki. Były święta! Prawdziwe! „Dobrym owocem prawdziwego świętowania jest pokój serca – mówił ksiądz Krzysztof – święta mijają, a pokój serca zostaje. I niech wam się tak stanie! Amen”.

s. M. Urszula Kłusek SAC

KOMENTARZE

Brak komentarzy

zostaw komentarz

SPONSORZY:

Poczta Polska Bank Pocztowy

PARTNERZY MEDIALNI:

Radio Plus Przewodnik Katolicki Areopag XXI

PARTNERZY:

Rycerze Kolumba Caritas Sanktuarium Bożego Miłosierdzia Ruch Światło-Życie Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży PSPO
NCK NCK
Copyright Franciszkanska3.pl | Hosting zapewnia Onet.pl