Kobieta w zakonie
czwartek, 2 lutego 2012Jezus w czasie swojego ziemskiego życia nawiązał z niektórymi swoimi uczniami szczególną relację, wzywając ich, by nie tylko przyjęli Królestwo Boże we własnym życiu, lecz także oddali swoje istnienie w służbę tej sprawy, porzucając wszystko i naśladując wiernie Jego sposób życia. Pan Bóg wzywa konkretną osobę i w szczególny sposób poświęca ją wyłącznie dla siebie. Równocześnie daje jej łaskę, aby mogła odpowiedzieć na Bożą miłość i wybranie poprzez całkowite, głębokie i wolne oddanie samej siebie. To przymierze wzajemnej miłości i wierności między Bogiem i człowiekiem. Konsekracja osoby zakonnej to zobowiązanie do życia radami ewangelicznymi, na styl życia Jezusa, w czystości (celibacie), ubóstwie i posłuszeństwie.
Każdy człowiek, na różnych etapach swojego życia – a szczególnie w okresie dorastania – pyta: Co zrobić z moim życiem? Jaki jest jego sens? Wśród wielu pytań i wątpliwości odkrywa, co tak naprawdę jest dla niego ważne, jakie są jego pasje, marzenia, co może nadać sens jego życiowym wyborom. Przeżywając takie rozterki, musimy wiedzieć, że odpowiedzi należy szukać w sobie – inne osoby mogą mi dać światło, podprowadzić, ale to we mnie skrywają się moje najgłębsze pragnienia, które muszę odkryć i rozeznać. Tak jest przy każdym życiowym wyborze, o ile więc bardziej przy wyborze drogi powołania małżeńskiego czy zakonnego…
Każdy stan życia wymaga takich poszukiwań oraz konkretnych wyborów i decyzji. Musimy też wtedy zapytać o nasze motywacje – dlaczego chcę wkroczyć na tę właśnie drogę? W naszym społeczeństwie spotyka się jeszcze przekonanie, że jeśli ktoś wstępuje do zakonu, to powodem jest albo zawód miłosny (nie mam chłopaka, więc chyba pójdę do zakonu), albo życiowa niezaradność (nie wiem, co zrobić z życiem, a w zakonie będzie mi dobrze). Albo jeszcze coś innego. Tymczasem do zakonu nie wstępuje się dlatego, że się czegoś nie chce, że się od czegoś ucieka: nie chcę wychodzić za mąż, mieć własnych dzieci, uciekam od jakiś życiowych porażek itp. Na takich motywacjach nie można budować ani przeżywać swojego powołania. Osoba niezdolna do miłości małżeńskiej czy macierzyńskiej nie będzie potrafiła obdarzyć miłością swoich sióstr ze wspólnoty, dzieci, młodzieży, osób starszych, którym przyjdzie jej posługiwać w swojej misji.
Dlatego też podstawą powołania do życia konsekrowanego – tak jak podstawą każdego powołania – jest miłość: wybieram tę formę życia, ponieważ kocham, jestem kochana i na tę miłość pragnę odpowiedzieć. Wybór staje się nie jakimś poświęceniem, kojarzącym się z cierpieniem, rezygnacją, ale naturalną konsekwencją miłości.
W życiu osoby konsekrowanej Chrystus jest konkretną osobą – jest przyczyną mojego wyboru. Jest kimś, z kim przeżywam każdy dzień, kto pomaga mi odkrywać sens mojego bycia i działania. Życie zakonne w swojej codzienności to modlitwa, wspólnota i służba bliźnim.
Relacja z Chrystusem musi być pielęgnowana. Potrzeba czasu „sam na sam” z Panem, żeby z modlitwy – i tej osobistej, i wspólnotowej – ze wsłuchiwania się w słowo Boże, przejść z zaufaniem w codzienne życie we wspólnocie i w codzienną misję, służbę braciom tu, gdzie jestem.
Niektórzy myślą, że osoba, która wstępuje do zakonu, w jakimś sensie przestaje być „normalnym człowiekiem”, czyli pozbywa się naturalnego ludzkiego wymiaru swojego życia, swojego charakteru, własnej osobowości, swoich pragnień, marzeń, przyjaciół, że jako kobieta „zamraża” swoje uczucia, swoją seksualność. Tymczasem w rzeczywistości jest tak, że przychodzę do zakonu i wkraczam na moją nową drogę życia taka jaka jestem, taka właśnie oddaję się Panu – ja, autentyczna osoba, która później założy habit, złoży śluby zakonne, będzie starała się żyć wiernie swoim powołaniem, ucząc się kochać innych, ale pozostając zawsze jedną, tą samą osobą.
W ciągu lat zakonnej formacji i przez całe życie nasiąkam pewnymi wartościami, wzorcami, uczę się żyć moim powołaniem i przeżywać w konkretnych sytuacjach moją czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Uczę się służyć i kochać zgodnie z moim powołaniem. Nie rezygnuję przy tym z mojej kobiecości, ale uczę się ją przeżywać i być kobietą konsekrowaną. W codzienności życia odkrywam głębszy sens bycia kobietą i sens mojego macierzyństwa duchowego. Jako osoba konsekrowana staram się pielęgnować w sobie cechy charakterystyczne dla kobiety: delikatność, ciepło i bliskość w kontaktach z ludźmi, opiekuńczość. Piękno bycia matką kryje się w zapomnieniu o sobie, aby żyć dla innych, w trosce o ich dobro, w bezinteresownym poświęceniu swojego życia z jednego motywu – z miłości. To duchowe macierzyństwo staram się przeżywać, pielęgnując właśnie takie postawy w moim życiu, w mojej modlitwie, w życiu wspólnotowym, w apostolstwie.
Jeśli można mówić o cenie wyboru życia zakonnego, to można ją rozpatrywać w tym samym świetle co decyzję o małżeństwie. Jeśli kogoś kocham i chcę być z nim „na dobre i na złe”, to małżeństwo nie będzie dla mnie jakąś „ceną”; nie myślę o tym, co tracę (że na przykład nie będę już mogła wyjść za kogoś innego), ale co zyskuję. Wstępując do zakonu, nie myślę o tym, że już nigdy nie wyjdę za mąż, nie założę własnej rodziny, opuszczę rodzinny dom, przyjaciół, ale idę za głosem serca, za ogromnym pragnieniem, za kimś, kto jest dla mnie ponad tym wszystkim, kto jest dla mnie najważniejszy. Każdy chce być szczęśliwy. Ja odnajduję moje szczęście w życiu z Bogiem, dla Niego i dla bliźnich – to jest dla mnie motyw i siła. Może pojawić się w życiu zakonnym tęsknota za rodziną, pragnienie macierzyństwa i my tych uczuć, tak normalnych dla każdego człowieka, nie negujemy, ale uczymy się je przeżywać zgodnie z naszym powołaniem, ukierunkowując nasze pragnienia i uczucia na pełnioną przez nas misję, stając się bardziej hojne w służbie, ofiarując Panu to wszystko, co przeżywamy.
Wspólnoty są rodzinami zakonnymi; oprócz mojej rodziny biologicznej mam wspólnotę, która staje się moją rodziną. W kolejnych latach życia zakonnego to poczucie przynależności i odpowiedzialności za wspólnotę i wzajemne relacje wzrasta. To prawda, że my, siostry zakonne, nie wybieramy siebie nawzajem, nie decydujemy, z kim będziemy żyły we wspólnocie, ale wiemy, że każda z nas jest wybrana przez Chrystusa. Łączą nas nie więzi biologiczne, ale wiara, wspólne powołanie, wartości, cele, pragnienie naśladowania Chrystusa i służba braciom. Wspólnota jest darem, jest bogactwem, jest wsparciem w przeżywaniu powołania. We wspólnocie razem przeżywamy radości i smutki. Ale życie braterskie we wspólnocie to nie tylko dar, lecz także zadanie – każdy ma przecież własne słabości, różnimy się charakterami i temperamentami – dlatego staramy się dbać o relacje i rodzinny klimat w naszych domach, wzajemnie sobie przebaczać, pielęgnować to, co jest dla nas ważne i co buduje nasze relacje: modlitwę, dzielenie się słowem Bożym, spotkania przy wspólnym stole, świętowanie (urodzin, imienin, rocznic naszych ślubów zakonnych), bliskie relacje z naszymi rodzinami i wspólnymi przyjaciółmi.
W naszych wspólnotach na całym świecie, w 39 krajach, gdzie jesteśmy obecne, podejmujemy pracę w różnych dziedzinach apostolskich. Może to być wychowanie chrześcijańskie, służba zdrowia, działalność misyjna, inne rodzaje działalności ewangelizacyjnej na polu społecznym, katechizacja i promocja życia duchowego.
Jak w życiu każdego człowieka nie brakuje radości i smutków, doświadczeń łatwych i trudnych, ale w tym wszystkim nie brakuje nam Jego łaski.
s. Marzena Maj
tekst ukazał się w lutowym numerze miesięcznika "Moja Rodzina"
OSTATNIE KOMENTARZE
- mam nadzieje ze bedzie dobra pogoda bo sie wybieram
- Szczególne podziękowanie dla Ojca Piotra od grupy Nr5 za opiekę,wycerpujące informacje,m...
- Uważam, że to bardzo dobra inicjatywa. Pełna optymizmu, normalności, pełna dobra. Oby więcej te...
- Skoro pierwszy tytuł to aż się prosiło, by otrzymał go Ojciec Święty, bo chyba nikt nie ma wątp...
- Dlaczego siostry elżbietanki sprzedały od razu ziemię za 30 mln, skoro można ją było sprzedać z...
- Prosze za Twoim wstawiennictwem Kochany Ojcze Swiety Blogoslawiony Janie Pawle II o zdrowie dla...
- Błogosławiony Ojcze Święty dziękuję za wszystkie łaski otrzymane, proszę o wstawiennictwo i opi...
- bardzo proszę by wrócił by kochał tak jak ja dzwonił i chciał być blisko
- Ojcze Święty proszę nie opuszczaj mnie, proszę o dar miłości i macierzyńtwa. Przede wszystkim p...
- Błogosławiony Ojcze Święty dziękuję za otrzymane łaski,które wyprosiłeś dla mnie u Boga...














KOMENTARZE
Brak komentarzy
zostaw komentarz